wtorek, 28 czerwca 2011

czwartek, 16 czerwca 2011

Kilka słów o przeprowadzce i nowym domu

Ciągle brak mi czasu, żeby napisać o naszym nowym mieszkaniu i przeprowadzce. Jutro minie tydzień odkąd tu mieszkamy i coraz bardziej nam się podoba. Wreszcie mamy dużo światła, po ciemnym hotelowym pokoju odżyliśmy trochę. Okolica jest fajna, bo to nowe osiedle, jest dużo dzieci i mam, które są z dziećmi w domu. Poznałam już fajną Argentynkę, co ma dwóch synków, ale niestety przeprowadzają się za kilka dni do Californii... pech, ale poznamy pewnie wiele innym mam i dzieci. Jest tu dużo zieleni, place zabaw, baseny, kino letnie, koncerty weekendowe i farmer's market w niedziele.
Nasze mieszkanie jest takie akurat, nie za duże i nie za małe. Chłopcy mają swój pokój, a w nim Staś ma łóżko wóz strażacki ;) Staś ma też swoją łazienkę, dzięki temu stał się bardzo samodzielny, bo sam korzysta z toalety i myje rączki :)) Antoś śpi w naszej sypialni, ale bawi się w pokoju chłopców. Fajna rzecz tu to garderoba i dużo szaf, no i wielka pralka i suszka. Mamy już większość mebli, ale ciągle jest echo ;)) Koniecznie musimy się jeszcze postarać o kwiaty, firanki itp. bo jest jeszcze mało przytulnie. Znowu mogę gotować, bo mamy tu blisko sklep, choć ciągle jeszcze nie bardzo się orientuję w miejscowej żywności. Jest też balkon, a z niego widać piękne góry, które ciągle czekają żebyśmy je odwiedzili ;)
Wracając do przeprowadzki to nie bardzo wiem jak nam się to udało załatwić w jeden dzień. Właściwie wszytko dzięki Dorocie, która pożyczyła nam samochód i spakowaliśmy się na jeden raz. Przywieźli nam już w piątek część mebli, niestety tylko do salonu, więc pierwszą noc spędziliśmy na kanapie. W sobotę dojechała reszta mebli, założyli nam internet i kablówkę. Wkrótce pojawią się zdjęcia naszego nowego gniazdka!

czwartek, 2 czerwca 2011

O jedzeniu i piciu

Jesteśmy w Denver juz miesiąc i codziennie jemy lunch w barach, restauracjach, fast foodach i wszelkich innych knajpkach. Mam już więc jakieś tam pojęcie o tym co i gdzie tu można zjeść :) A można dobrze zjeść... Jest bardzo dużo różnego rodzaju sieciowych restauracji, gdzie można zjeść jedzenie meksykańskie, kluski, owoce morza, hamburgery, sałatki, pizze czy steki. To są takie bary szybkiej obsługi, podchodzisz, zamawiasz i czekasz z numerem przy stoliku, aż przyniosą. Napisze o dwóch, które bardzo przypadły nam do gustu. Jeden o Grill Mongolski. Jest tam taki szwedzki stół z surowym mięsem, owocami morza, warzywami, makaronami różnymi i sosami. Każdy dostaje miskę wybiera sobie wszytko na co ma ochotę i zanosi do grilla. Panowie grillują wszystkie te przysmaki, wymachując przy tym takimi jakby mieczami. Staś bardzo lubi oglądać te ich przedstawiania :) Na koniec polewają to wybranym sosem lub sosami i gotowe. Pycha! Drugie fajne miejsce to Bubba Gump, restauracja krewetkowa. Cały wystrój związany jest z filmem Forest Gump, w telewizji leci wspomniany film, a na stołach są menu rakietki do ping-ponga ;) Krewetki są przygotowywane na bardzo wiele sposobów, a posiłki serwowane na gazecie;)
Dwa zdania jeszcze o cenach. Obiad dla całej naszej rodziny w restauracji można zjeść za 20-30 dolarów, w barze typu fast food za 15-20, w lepszej restauracji za 60 dolarów. Wniosek taniej niż w Szwajcarii i zaryzykowałabym stwierdzenie, że porównywalnie jak w Polsce.
Co jest fajnie, wszystkie restauracje i bary mają menu dla dzieci, z zabawka, kredkami, rebusami itp. Porcje są niemałe a ceny sporo niższe niż dania dla dużych.
Nie wiem jak jest w innych stanach, ale tu w Colorado mają bzika na punkcie lodu. Wszytko jest z lodem! Jak się nie powie, że chce się picie bez lodu, to cała szklanka jest pełna lodu i trochę napoju. Ale za to za napój płaci się raz i można dolewać do woli lub prosić o dolewkę.
Muszę jeszcze napisać, że jesteśmy wszyscy rozczarowani amerykańskimi fast foodami... Jedzenie jest gorsze niż w Polsce, szczególnie w KFC! Ceny może i są niskie, ale i towarzystwo jest na miarę tych niskich cen. Więc wniosek koniec z fast foodami!