poniedziałek, 30 maja 2011

Rozrywki dla dzieci




Denver to raj dla dzieci! Byliśmy już dwa razy w Children's Museum, są tam rozrywki dla dzieci od 0 do powiedzmy 7-8 lat. Antoś nie jest jeszcze spragniony rozrywek, bo zwykle śpi i budzi się tylko na jedzenie ;) Choć leżenie na liściu bardzo przypadło mu do gustu! Za to Staś bardzo potrzebuje kontaktu z dziećmi i zabawami wszelakimi. W Children's Museum jest kilka sal tematycznych, Stasia ulubiona Fire Station - gdzie można się przebrać za strażaka i pokierować strażackim wozem. Under my feet & Over my head gdzie można zobaczyć jak się mieszka w dziupli, albo norce pod korzeniami drzew, zobaczyć co jedzą leśne zwierzątka i na chwile poczuć się jak wiewiórka :) Staś próbował też swoich sił jako konstruktor i został sprzedawcą w supermarkacie. Drugie fajne miejsce, które niedawno odwiedziliśmy to Museum of Nature and Science, które znajduje się w ogromnym parku miejskim (jest tam też Zoo, ale to innym razem). To miejsce poświęcone naturze, więc można tu zobaczyć jak kiedyś wyglądało Colorado, zanim pojawili się tu ludzie. Dowiedzieć się jakie zwierzęta tu mieszkają i rośliny tu rosną. Ale i nauce, więc jest dział lotów kosmicznych, gdzie można przebrać się za kosmonautę ;) Staś koniecznie chciał zobaczyć wystawę o piratach, trochę się bał ale starał się być dzielny :)  Bardzo podoba mi się w tych muzeach to, że są interaktywne, dzięki temu dziecku przez zabawę łatwiej zrozumieć otaczający nas świat. Kolejna fajna rzecz to Membership, za cenę dwóch wejść do muzeum, można wykupić członkostwo i wchodzić przez rok ile dusza zapragnie. W Polsce, a szczególnie w Krakowie, mało jest jeszcze miejsc poświęconych tylko dzieciom, a szkoda, oby szybko się to zmieniło.  

poniedziałek, 23 maja 2011

Góry, na razie niskie i Red Rocks



Nasza pierwsza wycieczka do Golden i Red Rocks. Wreszcie nam się udało gdzieś wybrać, na razie blisko tylko 25 mil od Denver, ale to już góry. Krajobrazowo jest tu rzeczywiście pięknie, już nie mogę się doczekać wycieczki w prawdziwe góry!

piątek, 20 maja 2011

Ciągle pada...

Gdzie te obiecane 300 dni słońca w roku! Akurat jak my przyjechaliśmy to się zaczęło to pozostałe 65 dni deszczu... Nudzimy się potwornie, Staś zna już na pamięć kanały z bajkami. Antoś z nudów zjada wszytko co mu się nawinie, a jak akurat nic nie ma pod ręką to zjada ręce :))
Deszcz ma też dobre strony. Byliśmy w fajnym Cherry Creek Mall - ogromnym centrum handlowym. Staś szalał na placu zabaw, a mama zwiedzała sklepy meblowe :) Na szczęście mieliśmy kierowcę i opiekę dla dzieci, więc udało mi się już kupić kilka kuchennych rzeczy. Cieszę się, bo jest już jakiś początek, ale ciągle mamy jeszcze tyle do kupienia... Nie tak łatwo zaczynać wszytko od początku.

poniedziałek, 16 maja 2011

O Polakach będzie

Polacy są wszędzie na Świecie, taki ruchliwy z nas naród ;) Ale już Polonia w każdym miejscu jest inna. Byliśmy w niedzielę na komunii, właściwie to prawie byliśmy, bo do Kościoła polskiego nie udało nam się wejść (strasznie dużo ludzi, a Kościół nie duży). Ale to co zobaczyliśmy przed Kościołem zrobiło na nas ogromne wrażenie... Pierwsze spostrzeżenie rodzice mówią po polsku, a wszystkie dzieci po angielsku. Trochę to dziwne, bo w Szwajcarii wszystkie znane nam dzieci nawet te z mieszanych małżeństw mówią po polsku. Cóż wygląd naszych rodaków też wzbudził w nas wiele emocji. Mnie się przypomniały czasy jak wyprowadziliśmy się z rodzicami na wieś pod Kraków ;))) Dokładnie tak wyglądali tam ludzie w Kościele, tylko że to było 15 lat temu! Tutaj po prostu zatrzymał się czas! Ale to jeszcze nic... w kompetentnie osłupienie zostaliśmy wprawieni jak pod Kościół podjechała ciężarówka z jedzeniem i rozpoczął się handel.
Na szczęście wczoraj poznaliśmy też tą dobrą stronę Polonii. Zostaliśmy też zaproszeni na imprezę po komunijną. O Dorocie już pisałam, ale dodam, że jest bardzo sympatyczna i bardzo aktywna. Pracuje, prowadzi Krakowiaków i jeszcze uczy w polskiej szkole, a do tego jest mamą trzech synów i jednej córki (wszyscy mają piękne polskie imiona: Zosia, Romek, Leszek i Andrzejek). Staś wreszcie poznał dzieci, miał niestety niewielkie problemy z komunikacja, ale dla dzieci to nie jest jakaś wielka przeszkoda w zabawie. Poznaliśmy też panów, którzy prowadzą polska masarnie w Denver - ponoć lepsza wędlina niż w Polsce, bo Unia nie bruździ ;))) oraz pana, który buduje domy. Dowiedzieliśmy się, że popularnym sportem są tu polowania i panowie niecierpliwie czekają na zbliżający się sezon łowiecki (można było nawet spróbować upolowanego zwierza - niestety nie doszliśmy do porozumienia co to za zwierz).  Dostaliśmy wiele dobrych rad na początek naszego nowego życia w Denver. Wniosek taki, że dobrze trafiliśmy, bo w Chicago byśmy nawet tydzień nie wytrzymali hehe. 
Polonia jest tu niewątpliwie inna niż w Szwajcarii, ale pewnie dobrze mieć jakieś znajomości, choć chyba niezbyt bliskie ;)))

Jest dobrze, ale nie najgorzej jest...

Powiedzmy sobie prawdę: jest coraz lepiej! Dziś byliśmy w bardzo fajnym sklepie ze zdrową żywnością. Drogo jak fix, ale za to wszytko organic ;) cokolwiek to znaczy... Kupiłam nawet kawałek "Polish kielbasa", czekam na Konrada ze spróbowaniem hehe, a co jak okażę się lepsza niż w Polsce?
Pogoda się wreszcie fajna zrobiła, na razie nie wieje i nie leje i nie jest za gorąco, tylko pięknie słonecznie :) Na jutro wypożyczyliśmy samochód, pojedziemy wreszcie pozwiedzać trochę okolicę. Czeka nas jeszcze kupienie prezentu komunijnego :) W niedzielę idziemy na komunię Romka, jego mama Dorota nasza pierwsza polska znajoma prowadzi polski zespół Krakowiacy.

środa, 11 maja 2011

O tym jak dostaliśmy mieszkanie i straciliśmy zaufanie do nowoczesnej technologi.

Dziś wreszcie okazało się, że nasza aplikacja o mieszkanie została zaakceptowana i 10 czerwca przeprowadzamy się do nowego mieszkania!
W sobotę Reachel nasza agentka pokazała nam Denver i 4 mieszkania. Właściwie od razu zdecydowaliśmy się na Stapleton. Ładne nowe osiedle, dużo dzieci, place zabaw i bardzo ładne mieszkanie. W poniedziałek wybraliśmy się wszyscy zaaplikować. Pierwsze zaskoczenie, nie można zapłacić gotówka tylko czekiem... myślałam, że czeki to już przeżytek, a tu proszę. Na szczęście można wymienić gotówkę na czek w sklepie spożywczym hehe. Po wszystkich formalnościach postanowiliśmy wrócić z powrotem autobusem, tak jak przyjechaliśmy i tu kolejne zaskoczenie. Są owszem przystanki, ale nie ma na nich rozkładu jazdy, ani tras... ale na szczęście jest nowoczesna technologia i mapa w telefonie! Udało nam się wreszcie znaleźć autobus i wsiąść do niego (mają tu takie fajne opuszczane platformy dla wózków i niepełnosprawnych). Po półgodziny jazdy jak powinniśmy być już na miejscu zorientowaliśmy się, że jesteśmy nie w centrum Denver, a zupełnie w innym miejscu! Na szczęście odkrycia tego dokonaliśmy blisko kolejki podmiejskiej Light Rail, więc przesiedliśmy się na autobus, który zawiózł nas do kolejki. W kolejce myślałam, że jadę na gapę (nie wiedziałam, że bilet kupiony w autobusie tam też obowiązuje) i tu jeszcze jedno zdziwienie. Pomoc zaaferowali nam ludzie, których w życiu bym o to nie podejrzewała... wniosek nie warto się sugerować wyglądem! Po dłuugiej wycieczce udało nam się wreszcie dotrzeć do naszego hotelu. Obserwacje są takie: Denver to trochę wieżowców w centrum, a reszta to kilometry (a właściwie mile) małych ceglanych, parterowych domków (nazywamy je budami dla psa, bo tak z zewnątrz wyglądają). Cóż w europejskim pojęciu miasto wygląda z goła inaczej. Kolejna rzecz do której trzeba się przyzwyczaić.

poniedziałek, 9 maja 2011

Szwajcario tęsknimy...

Nie pamiętam już jak było na początku naszej przygody ze Szwajcarią, pewnie też nam się tam za bardzo nie podobało. Ale zdecydowanie byłam pozytywniej nastawiona niż teraz... wiem, że nie można się zrażać i że to początek, a on zawsze jest trudny. Ile czasu potrzeba, żeby poczuć się gdzieś jak w domu? A jak się nie ma tak naprawdę domu... Tu w Stanach jeszcze nie mamy swojego miejsca, ze Szwajcaria łączą nas już tylko znajomi, bo już nic więcej tam nie mamy, a w Polsce została rodzina i znajomi. Ciekawe co z nami będzie i gdzie wreszcie osiądziemy na stałe :)

środa, 4 maja 2011

Wczoraj Antoś skończył 3 miesiące!

Napiszę jeszcze kilka słów dziś, wczoraj Antoś skończył 3 miesiące. Nawet nie wiem kiedy to zleciało, dopiero przecież szłam na drugą stronę ulicy do usterskiego szpitala go urodzić! Najgorsze, że tyle się dzieje, że nawet nie ma czasu się cieszyć tym jak chłopaki rosną i się rozwijają... Antoś w ciągu swojego króciutkiego życia mieszkał już w trzech krajach i to jego trzecia wiosna! Pierwsza wczesna w Uster, druga w Krakowie i teraz w Denver już chyba ostatnia tego roku ;) Antoś na szczęście znosi te wszystkie zmiany cierpliwie i wszędzie mu dobrze, byle byli z nim rodzice i Staś.

Szukam mieszkania słuchając Paris, Paris:)



Słucham właśnie nocnej audycji Trójki z piosenkami francuskimi :) Wczoraj za to o tej porze był polski Top Wszech czasów, co za ironia jak jutro będzie muzyka szwajcarska to się spakuję i wrócę do Europy!
Dziś mieliśmy dziwne przedpołudnie, byliśmy wyrobić Social Security Number, dużo czasu straconego i jeszcze muszę tam wrócić... Dziwne miejsce ten urząd, jeszcze więcej różnych originałów niż na głównej ulicy. 
Co do szukania mieszkania to naprawdę cieżka praca, jest tyle ofert, że już się gubię, do tego nie bardzo wiem gdzie było by fajnie z dziećmi. Mamy agencję, która niby nam pomaga, ale na razie słabo. Jedyna korzyść z tej agencji jest taka, że jak wybierzemy ich ofertę to nam zapłacą 100 dolców, hehe to chyba najlepiej świadczy o panującym tu ciągle kryzysie na rynku nieruchomości. Niebawem czeka nas oglądanie i decyzja. Chciałabym znaleść tu takie Uster, albo coś podobnego - może się uda!
Sous le ciel de Paris..mmmhm... jednak jak na razie Ameryka to nie jest to... może jeszcze zmienię zdanie.

wtorek, 3 maja 2011

Dzieci śpią, wiec mam wreszcie chwile...

To mój pierwszy post, zastanawiam się od czego tu zacząć bardzo dużo się wydarzyło w ciągu ostatniego miesiąca! Słucham sobie Trójki, a tam polskie przeboje hehe, nostalgia za ojczyzna zaczyna mnie męczyć. Amy jesteśmy już w Denver od kilku dni, choć droga tu była długa i daleka - udało się. Mieszkamy w samym centrum Denver wśród szkalnych wieżowców. Dziwny to kraj i choć każdy kto tu był mówił nam, że jest tu inaczej trudno było w to uwierzyć, a teraz już sama mogę powiedzieć, że tak jest inaczej! Kapitalizm... jak nie masz pracy to jesteś bezdomny i tu w centrum pełno takich ofiar kapitalizmu, ludzi wszelkiej maści, w każdym wieku, dziwnych. Wszytko tu rzeczywiście jest wielkie, ulice, samochody, budynki, niektórzy ludzie ;) Jedzenie z każdego zakątka Świata, ale bardzo dobre :) Jednak na pewno nie pójdziemy więcej do MacDonalda - tu to nie jest wysokiej klasy restauracja jak w Polsce...
Dziś oglądaliśmy pierwsze mieszkanie, niby spoko w środku, ale na zewnątrz wygląda jak buda dla psa i większość domów tak wygląda. Zdecydowanie weźmiemy agencje, bo sami nie damy z tym szukaniem rady. Nie bardzo wiemy gdzie dobrze by było mieszkać, ze względy na dzieci i przyjazną okolice. Dużo się jeszcze musimy dowiedzieć...