środa, 24 sierpnia 2011

Aspen i Snowmass


Mieliśmy niestety tylko kilka dni Konradowego urlopu do wykorzystania, więc postanowiliśmy nie jechać bardzo daleko. Wybraliśmy się do najbardziej chyba znanego kurortu narciarkiego na świecie. Góry są tu fantastyczne i napewno warte zobaczenia. Już sama droga z Denver do Aspen robi ogromne wrażenie. Krajobraz jest bardzo zróznicowany i właściwie co kilkanaście mil zmienia się całkowicie. Od zielonych pagórków, przez jakby ogromne wydmy, górskie granie, po przepiękny Glenwood Canion i to wszytko bez wychodzenia z samochodu ;)

Na ośrodek narciarki Aspen składa się kilka miejscowości i kilometry stoków narciarskich. W zimie jest tu pewnie prawdziwy raj dla narciaży, słyszeliśmy zreszta z dobrego źródła, ze w Aspen są najlepsze stoki na świecie ;) Ile w tym prawdy to mam nadzieje przekonamy się w zimie ;) W lecie też bezspornie jest tu co robić. My wyjechaliśmy kolejkami na dwa szczyty Aspen Mountain i Elk Camp w Snowmass (zjedliśmy na szczycie bardzo dobrego burgera z elka - duży jeleń), z dwójka maluchów jeszcze tylko na chodzenie po mieście mogliśmy sobie pozwolić. Widoki są takie, że zapiera dech w piersiach... , a na około góry i ogromna przestrzeń. Samo Aspen przypomina mi trochę Boulder, bo ma dość charakterystyczną dla tych terenów zabudowę i architekturę. Stasiowi trafiła się gratka, bo mógł posiedzieć w prawdziwym wozie strażackim. Zaraziliśmy się też grą w ringo, wszędzie można tu było spotkać takich graczy i zakupiliśmy sobie własny sprzęt :D
Widok z naszego balkonu
Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, oby udało nam się tu wrócić w zimie i poszaleć na nartach!

sobota, 20 sierpnia 2011

Rodeo

Wreszcie się zebrałam, żeby nadrobić zaległości. A jest co nadrabiać ;) Bo zaległości mam spore. Dużo się przez ostatni miesiąc wydarzyło, zaczne od Rodeo. Pierwszy dzień urlopu Konrada postanowiliśmy spędzić jak przystało na dziki zachód ;))
Jeszcze na byku
I już prawie na ziemi...
Wybraliśmy się do Cheyenne w Wyoming na imprezę o nazwie Cheyenne Frontiere Days. Rodeo odbywa się na stadionie, trwa długo bo 3,5 godziny. Nam udało się, a właściwie dzieciom udało się wytrzymac godzine. Zobaczyliśmy wszytkie możliwe Miss na koniach, paradę oficjeli i przemowy, a w części konkursowej: ujeżdżanie byka, konia i łapanie byka w biegu. Ujeżdżanie byka i konia polega właściwie na tym samym oczywiście ujeżdżane zwierzę jest inne. W bloku startowym na byku lub koniu siedzi jeździec, na znak blok się otwiera i zwierzę wybiega na arenę. Jeździec ma za zadanie utrzymać się na grzbiecie zwierzęcia przez 8 sekund. Jest to wbrew pozorom trudne zadanie i udaję się tylko nielicznym. Dodatkowa trudność polega na tym, że jeździec oczywiście sam nie może spaść, ale nie może też przed czasem zgubić kapelusza ;) Jak jeździec spadnie to byk ucieka, a kowboje na koniach łapią uciekającego byka na lasso. Niektóre byki uciekały, ale były też takie co same spowrotem wracały do klatki ;) Łapanie byka w biegu wygląda tak, że byk jest puszczany, za nim na koniach jedzie dwóch kowbojów. Jeden z nich przeskakuje na biegnącego byka, musi go zatrzymać i położyć na łopatki tak żeby miał w powietrzu wszytkie cztery nogi. Wygrywa ten kto powali byka najszybciej.
Łapanie byka za rogi
I rozĸładanie na łopatki


Oprócz samego rodeo było też wiele innych atrakcji, od zakupów wszelkich kowbojskich akcesoriów (kapeluszy, pasów, butów etc.) przez pokaz indiańskich tańców w wiosce indiańskiej po prezentację ogromnych pick-upów (są tak wypodażone jak nienajgorsza limuzyna, tylko że trzeba do nich wchodzić po drabinie ;)).

Miss Wyoming nie grzeszyła urodą
Indianin w stroju bojowym
Kowboje zrobili na nas duże wrażnie i podoba nam się ta filozofia. To są ludzie pracy, ubierają się tak żeby było im wygodnie, żeby się chronić przed słońcem i ukońszeniami węży, jeżdżą dużymi samochodami, bo mają w nich co wozić itd. Zero sciemy, wszystko naturalne i prawdziwe. Ale indianie troche nas rozczarowali... wydawali się znudzeni i mało zaangażowani w swoje występy. Tańce wszytkie dla mnie wyglądały tak samo, choć może rytm był troche inny.