Mieliśmy niestety tylko kilka dni Konradowego urlopu do wykorzystania, więc postanowiliśmy nie jechać bardzo daleko. Wybraliśmy się do najbardziej chyba znanego kurortu narciarkiego na świecie. Góry są tu fantastyczne i napewno warte zobaczenia. Już sama droga z Denver do Aspen robi ogromne wrażenie. Krajobraz jest bardzo zróznicowany i właściwie co kilkanaście mil zmienia się całkowicie. Od zielonych pagórków, przez jakby ogromne wydmy, górskie granie, po przepiękny Glenwood Canion i to wszytko bez wychodzenia z samochodu ;)
Na ośrodek narciarki Aspen składa się kilka miejscowości i kilometry stoków narciarskich. W zimie jest tu pewnie prawdziwy raj dla narciaży, słyszeliśmy zreszta z dobrego źródła, ze w Aspen są najlepsze stoki na świecie ;) Ile w tym prawdy to mam nadzieje przekonamy się w zimie ;) W lecie też bezspornie jest tu co robić. My wyjechaliśmy kolejkami na dwa szczyty Aspen Mountain i Elk Camp w Snowmass (zjedliśmy na szczycie bardzo dobrego burgera z elka - duży jeleń), z dwójka maluchów jeszcze tylko na chodzenie po mieście mogliśmy sobie pozwolić. Widoki są takie, że zapiera dech w piersiach... , a na około góry i ogromna przestrzeń. Samo Aspen przypomina mi trochę Boulder, bo ma dość charakterystyczną dla tych terenów zabudowę i architekturę. Stasiowi trafiła się gratka, bo mógł posiedzieć w prawdziwym wozie strażackim. Zaraziliśmy się też grą w ringo, wszędzie można tu było spotkać takich graczy i zakupiliśmy sobie własny sprzęt :D
![]() |
| Widok z naszego balkonu |




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz