wtorek, 17 kwietnia 2012

Breckenridge i Vail po raz drugi


Wreszcie po bardzo długim oczekiwaniu i przygodach samolotowych przyjechali do nas moi rodzice i Asia. Wybraliśmy się razem na dawno już zaplanowane wakacje zimowe w Breckenridge. Była to moja pierwsza tak długa podróż samochodem za kierownicą i muszę przyznać, że nawet dobrze mi poszło :D
Breckenridge to stare górnicze miasteczko, pięknie i malowniczo położone wśród górskich szczytów. Centrum to Main Street - czyli główna ulica, przy której jak na kurort narciarski przystało znajdują się sklepiki i restauracje. Zabudowa jest typowo amerykańska, jak na dziki zachód przystało i nie ma tu zupełnie imitacji europeskiego budownictwa, co na nas europejczykach zrobiło bardzo dobre wrażenie. Mieszkaliśmy w ładnym i przestronnym apartamencie w pobliżu głównej ulicy, choć spory kawałek od stoków. Podobnie jak wszystko w Ameryce domki i apartamety w górach też są dużo większe niż ich europejskie odpowiedniki ;)

W Breckenridge na główny stok trzeba wjechać darmową gądolą, co z wózkiem, nartami i dwójka maluchów jest sporym wyzwaniem :) Same stoki są fajnie i można tu poszaleć na nartach. Każdy znajdzie coś dla siebie, bo są różne stopnie trudności tras, fun park dla snowbordzistow i dywany dla dzieciakow. Żeby wjechać na sam szczyt czyli Peak 8 trzeba z wygodnego krzesełka przesiąść się na podwójny orczyk, dużo mniej komfortowe rozwiązanie (ja szczerze mówiąc nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć kiedy ostatni raz miałam przyjemność orczykiem na górę wjeżdzać ;). Jednak zdecydowanie warto było się poświęcić, bo widok jest nie do opisania! Zasadnicza różnica między tutejszymi górami i Alpami jest taka, że tu jest wrażenie ogromnej przestrzeni. Alpy są skupione, wszędzie są szczyty górskie, a tu wręcz przeciwnie, widać oczywiście szczyty, ale daleko.

Zmieniłam zdanie o Vail to jednak najlepsza góra na jakiej do tej pory jeździłam! A miłam przyjemność jeździć na wiecej niż kilku fajnych gorach, ale Vail wymiata poprostu. Taka główna różnica narciarska między Stanami, a Europą jest taka, że tu bardzo modna jest jazda poza trasa, albo po nie przygotowanych stokach. W Vail powiedzmy "przednia" (fron side) część jest wyratrakowana i przygotowana jak w europie, zaś tzw. back bowls i blue sky bassin to teren dziki i same czarne trasy. Ja już bardzo dawno nie miałam przyjemności jazdy w kopnym śniegu i muszę przyznać, że brakuje mi troche kondycji... coż do następnego sezonu trzeba będzie się lepiej przygotować ;)
Niestety nasze zimowe wakacje szybko się skończyły, a rodzice i Asia musieli wracać do Polski.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz