Na szczęście wczoraj poznaliśmy też tą dobrą stronę Polonii. Zostaliśmy też zaproszeni na imprezę po komunijną. O Dorocie już pisałam, ale dodam, że jest bardzo sympatyczna i bardzo aktywna. Pracuje, prowadzi Krakowiaków i jeszcze uczy w polskiej szkole, a do tego jest mamą trzech synów i jednej córki (wszyscy mają piękne polskie imiona: Zosia, Romek, Leszek i Andrzejek). Staś wreszcie poznał dzieci, miał niestety niewielkie problemy z komunikacja, ale dla dzieci to nie jest jakaś wielka przeszkoda w zabawie. Poznaliśmy też panów, którzy prowadzą polska masarnie w Denver - ponoć lepsza wędlina niż w Polsce, bo Unia nie bruździ ;))) oraz pana, który buduje domy. Dowiedzieliśmy się, że popularnym sportem są tu polowania i panowie niecierpliwie czekają na zbliżający się sezon łowiecki (można było nawet spróbować upolowanego zwierza - niestety nie doszliśmy do porozumienia co to za zwierz). Dostaliśmy wiele dobrych rad na początek naszego nowego życia w Denver. Wniosek taki, że dobrze trafiliśmy, bo w Chicago byśmy nawet tydzień nie wytrzymali hehe. Polonia jest tu niewątpliwie inna niż w Szwajcarii, ale pewnie dobrze mieć jakieś znajomości, choć chyba niezbyt bliskie ;)))
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz